wstęp organizacja obozu obóz i powstańcy
warunki bytu reżim w obozie pogwałcenie praw
dowody zbrodni przypisy cmentarz jeniecki

     Jeńcy wojenni w obozie łambinowickim żyli w okropnych warunkach. Spali na piętrowych, brudnych barłogach. Na jednym legowisku tłoczyło się po trzech, a nawet po czterech jeńców. Pościel zastępował papierowy materac, a w nielicznych wypadkach także koc, jeśli jeniec zdołał w jakiś sposób go zdobyć.21)

jeden z dowodów zbrodni...

     Wody do mycia w ogóle nie było, nie mówiąc już o mydle czy ręczniku. Obóz pozbawiony był także ścieków, toteż wszelkie brudy, odchody i odpadki gniły, wydając niesamowity odór. Nic dziwnego, że takie warunki sprzyjały rozmnażaniu się wszy, które były najgroźniejszą plagą w obozie. Najdotkliwiej dokuczały one w nocy, bowiem nie pozwalały spokojnie spać. Drugą nieodłączną plagą życia obozowego były szczury. Wyłaziły one z ukrycia, gdy tylko zapadał zmrok, i wykradały jeńcom ostatnią skibkę chleba, zachowaną z wieczornej porcji. Szczury były utrapieniem i zmorą, szczególnie dla tych, którzy na tym punkcie mieli uraz. Nie spali oni po całych nocach w obawie przed ukąszeniem.

     Odpoczynek nocny w obozie trwał krótko i nie pozwalał na regenerację sił utraconych poprzedniego dnia, tym bardziej, że wyżywienie nie przekraczało nawet 600 kalorii.22) Początkowo jeńcy wegetowali kosztem zapasów zmagazynowanych w organizmie w przedobozowych czasach, ale te wyczerpywały się w katastrofalnym tempie. Chudli więc i upodobniali się coraz bardziej do szkieletów. Jeńców Polaków starano się przekonać, ze ich ojczyzna została na zawsze wymazana z mapy Europy. Dążono do powolnego, ale systematycznego unicestwienia ich poczucia narodowego. Na dręczenie jeńców hitlerowcy mieli tysiące sposobów. Najczęstszym były wielogodzinne apele, w czasie których skazywano jeńców na tortury, a nawet pozbawiano życia. Po każdym takim apelu pozostawało na placu po kilkadziesiąt trupów. W obozie rzadko rozstrzeliwano jeńców. Najczęściej umierali oni z wycieńczenia, głodu i z powodu panujących epidemii.23) Codziennie przywoziły także martwych jeńców powracające z pracy komanda. Dźwigano ich na tzw. „tragach", które służył/ normalnie do noszenia kamieni, ziemi czy żwiru. Niektóre ciała porozdzierane były kłami psów.24)

     W braku „trag" nieśli nieboszczyka do obozu jeńcy na swoich barkach. Czynność ta była konieczna, aby skreślić z ewidencji numer danego jeńca, bo inaczej posądzano go o ucieczkę, za co wyciągano konsekwencje w stosunku do całego komanda.
Każdy dzień kończył się wieczornym apelem, podobnym do poprzednich i następnych. Wycieńczenie, złe odżywienie, brak odpowiednich warunków higienicznych, sprzyjający rozmnażaniu się wszelkiego robactwa, były źródłem różnych epidemii, a szczególnie tyfusu plamistego, czerwonki i malarii, pochłaniających dziennie wiele ofiar.25)

jeńcy wojenni

      W czasie porannych apeli chorzy starali się utrzymać na nogach, aby tylko nie zemdleć i nie iść do baraku chorych, skąd już właściwie nie było powrotu. Jeńcy .przekazywali sobie hasło-ostrzeżenie: unikać za wszelką cenę baraku-szpitala. Tam bowiem absolutnie nie starano się wyleczyć chorego. Robiono więc wszystko, aby nie poddać się chorobie. Te groźne epidemie uzewnętrzniały się niezdrowym rumieńcem, przedziwnym lękiem i drżeniem wszystkich członków. Senny wyraz oczu i krótki oddech świadczyły o wysokiej temperaturze. Takich chorych funkcyjni obozowi zanosili w kocach do lazaretu. Tam przeprowadzano na nich jeszcze jakieś doświadczenia, dawano ewentualnie eksperymentalny zastrzyk i wypisywano kartę zgonu.

     Istniały osobne lazarety dla jeńców wojennych angielskich i radzieckich. O tym, jak okropne warunki panowały w baraku chorych dla jeńców radzieckich, wnioskować można z zarządzenia władz obozowych, które mówi, ażeby nie przysyłać tam jeńców francuskich, bo dla nich jest on nieodpowiedni. Przebywali tu bowiem ci jeńcy, którzy byli zupełnie niezdolni do pracy. Stąd było dla nich już tylko jedno wyjście -— na cmentarz.26) W obozie znajdowała się łaźnia, której jeńcy bali się jak. ognia. W przypadkach różnych epidemii dezynfekowano tu odzież gazem. Bardzo często przedwczesne nałożenie takiej odzieży było przyczyną śmiertelnego zatrucia się jeńców, jak np. trzydziestu trzech Anglików.27)

     W obozie nie robiono dosłownie nic, aby zwalczyć epidemie.28) Na pozostawionych legowiskach, zajmowanych później przez innych jeńców, znajdowały się przecież koce zawierające gniazda wszy, roznosicieli chorób. Najzdrowszy człowiek po przespanej tam nocy mógł być zarażony. Tyfus więc dziesiątkował swe ofiary, niszczenie zaś jeńców tym sposobem umniejszało do pewnego stopnia odpowiedzialność Wehrmachtu. Tyfusowi plamistemu towarzyszy zwykle ogromne pragnienie. Ci, którzy chcieli je ugasić, pili wodę, gdzie ją tylko napotkali, a więc w kałużach deszczowych i ściekach, narażając się także na czerwonkę, która wykańczała ich w bardzo krótkim czasie.

jeden z dowodów zbrodni

     Straszna ta choroba rozprzestrzeniała się szybko także z powodu wspólnych ustępów, długich na 10—15 metrów, odkrytych rowów, w lecie pełnych much. Zdarzało się, że chory, będąc zupełnie wycieńczonym, tracił przytomność i spadał do tej latryny. Towarzysze wyciągali go stamtąd, ale nie mieli go gdzie oczyścić, więc cuchnął straszliwie. Choroba pozbawiała jeńców zdolności regulowania fizjologicznych potrzeb, toteż w czasie marszu i apeli krwawy kał ściekał po nogawkach, tworząc skorupę raniącą ciało i powodującą powstawanie jątrzących się owrzodzeń. W takich więc warunkach, pomijając gehennę dotkniętych chorobą, absolutnie nie było mowy o tępieniu epidemii lub jej zapobieganiu.29) Wręcz przeciwnie — stawała się ona powszechna i rzadko kto mógł się od niej uchronić. Ocaleli zatem tylko nieliczni.
Chorzy jeńcy sprawiali bardzo wiele kłopotu swym kolegom, bo pod wpływem wysokiej temperatury majaczyli, ujawniając często obozowe tajemnice.

     W podobnych sytuacjach koledzy musieli w nocy czuwać nad nimi, gdyż czujni nadzorcy chwytali każdy szmer i na odprawie meldowali o wszystkim władzom obozu, które zjawiały się w baraku natychmiast, żądając wskazania „winowajcy". W przeciwnym razie karano wszystkich jeńców danego baraku. Apel z podobnych przyczyn trwał do świtu i wyczerpywał jeńców do ostatnich granic. Wypadki śmiertelne w obozie były tak częste, że jeńcy na ich widok całkiem zobojętnieli.30) Śmierć najbliższego sąsiada, z którym jeszcze przed kilkoma godzinami rozmawiano, przyjmowano jako zwykłe zjawisko. Na rozczulanie się nie było czasu i sił.

     W obozie łambinowickim jeńcy angielscy traktowani byli w porównaniu z innymi łagodniej, ponieważ interesował się nimi Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Wobec jego przedstawicieli Niemcy chcieli uchodzić za ludzi cywilizowanych, przestrzegających zasad humanitaryzmu i umów międzynarodowych. Dostawali oni paczki żywnościowe, a także posiadali swego pełnomocnika — szeryfa (niem. Feldwebel).31) Łagodnie obchodzono się również z jeńcami amerykańskimi, francuskimi i innymi, całe zaś okrucieństwo i nienawiść skupiły władze obozu na jeńcach polskich i radzieckich. Warunki ich życia w obozie urągały najprymitywniejszym nawet wymaganiom.

     Jeńcy radzieccy przebywali przecież na wolnym powietrzu. W ucieczce przed zimnem kopali sobie łyżkami doły-ziemianki, by móc się w nich schronić.32) Najczęściej nie posiadali płaszczy, a mundury mieli bardzo liche. Latem chodzili boso, a w zimie w drewnianych trepach lub owijali stopy szmatami.33) Nory ziemne, w których mieszkali, miały 300—400 m długości, 3 m szerokości, wysokość wynosiła 1,65 m.34) W każdej takiej norze tłoczyło się około 700 osób i dlatego bardzo często zdarzały się tutaj wypadki zasypania, a śmiertelność było wprost przerażająca. Przez obóz łambinowicki przeszło prawdopodobnie około 200 tys. jeńców radzieckich. 35)Stąd część ich wysłano do pracy przy różnych obozach koncentracyjnych, np. do Brzezinki w celu budowania baraków dla nowych więźniów, a w rzeczywistości w celu ostatecznego ich wyniszczenia. 36) Racje żywnościowe jeńców wahały się w granicach 515-600 kalorii.

     Wyżywienie składało się z następujących posiłków: śniadanie — napój z trawy bez cukru i chleba; obiad — 3/4 litra zupy sporządzonej z brukwi z domieszką ziemniaków, a raczej obierzyn ziemniaczanych, latem z domieszką liści z buraków, trawy i szpinaku;37) kolacja — chleb z domieszką trocin (200—250 gramów dziennie). W święta czasem dawano ser.

Ocalały jeniec radziecki pod opieką
wojskowego lekarza radzieckiego

     Te głodowe racje żywnościowe były przyczyną zdarzających się w obozie wypadków ludożerstwa. Jeden z byłych jeńców opowiadał w czasie przesłuchania, że był świadkiem trzech egzekucji, wykonanych na sześciu jeńcach wojennych właśnie za ludożerstwo.38) Autor pamiętnika podaje znów, że w jednej z ziemianek syn zabrał po śmierci ojca jego mundur, a ponadto pożywił się jego ciałem.39) Fakty takie miały miejsce dosyć często.
Jeńców używano do ciężkiej pracy w polu lub lesie. Zdarzało się, że po pracy celowo wyprowadzano ich zgłodniałych na ziemniaczane pola, by w chwiii gdy rzucali się na nic, znaleźć pretekst do masowego uśmiercania przez rozstrzeliwanie. Nazywano to karą za wykroczenie. Wszystkich zdrowych i silnych jeńców odsyłano do robót w kopalniach, zakładach produkcyjnych i kamieniołomach, a także do budowy autostrady. Tu także stosowano zróżnicowania. W celu nadania pozorów prawnych tej przymusowej pracy zarząd obozu zawierał umowy według dyrektywy Fritza Sauckla, generalnego pełnomocnika do spraw zatrudnienia, z firmami niemieckimi (kopalnie, huty), na mocy których wysyłani do pracy jeńcy narodowości angielskiej mieli obowiązek przepracowania 40 godzin, zaś jeńcy polscy i rosyjscy 55—60 godzin tygodniowo.40)

Dalsze dokumenty zbrodni...

     Była to jednak tylko fikcja prawa, bo faktycznie czas pracy obejmował cały dzień, bez odpoczynku i bez południowego posiłku.41) W kopalniach zatrudniano jeńców w miejscach szczególnie niebezpiecznych, zagrożonych zawaleniem się lub zalaniem wodą, powodując w ten sposow dziesiątki nieszczęśliwych wypadków.42) Za najmniejsze uchybienie w czasie pracy nadzorcy nakładali na jeńców ciężkie kary. Najczęściej były one połączone z pozbawieniem i tak niezmiernie lichego jedzenia. W przeciągu jednego — półtora roku pracy w takich warunkach jeńcy umierali.

     Niezdolnych do pracy odsyłano z powrotem do Łambinowic. Tu najczęściej kończyli oni życie, a na ich miejsce wysyłano nowych. W kopalniach zginęło prawdopodobnie około 60 tys. jeńców.43) Ci jeńcy, którzy nie wyjeżdżali na roboty poza Łambinowice, pracowali na miejscu lub w pobliżu terenu obozowego i używani byli do kopania rowów lub grzebania trupów. Praca ich trwała od godz. 7 do 11 i od 13 do 20. W przerwie wykonywali różne prace w samym obozie.

wstęp organizacja obozu obóz i powstańcy
warunki bytu reżim w obozie pogwałcenie praw
dowody zbrodni przypisy cmentarz jeniecki